Z Anną M. Nowakowską rozmawia Alina Jabłońska z portalu e-Ursynów
Ostatnio dużo mówi się na temat książki pt. „Przeklęte”, w której piszesz o molestowaniu seksualnym dzieci. Ten temat stał się głośny od jakiegoś czasu również za sprawą akcji „Zły dotyk”. Czy to modny temat ?
Mówiąc dokładniej: piszę w mojej książce o pewnym wycinku problemu, o dziewczynkach, które doznały molestowania w rodzinie, ze strony rodziców lub opiekunów. Osób, którym ufały. To zaledwie ułamek problemu, z jakim mamy do czynienia mówiąc ,molestowanie seksualne dzieci. A teraz o modzie: to problem wydawców, nie autorów.
Co Cię więc zainspirowało do napisania tej książki?
Och,to proste: nadmiar bólu, z jakim się stykam jako terapeutka. I mój własny ból.
Czy jest to Twój debiut literacki?
No tak, w formie książkowej. Lecz napisałam już wiele, wiele słów, jako dziennikarka Zwierciadła i nie tylko.
Zawsze o tym samym? Nic wesołego?
Zawsze o ludzkim bólu w jego odmianach, czyli o tym, na czym się znam. A wesołego można poszukać u znawców tej gałęzi życia. Moi bohaterowie przechodzą przez własne kieszonkowe piekła i wychodzą z nich odrodzeni albo tak samo ślepi. Co w tym może być zabawnego, poza niektórymi dekoracjami?
Kilka lat temu stworzyłaś Pracownię Psychospołeczną związaną z redakcją Zwierciadła. Czy każdy może znaleźć tu pomoc?
Nie,nie każdy, choć nasz zespół powiększa się, więc poszerza się nasza oferta. Zajmujemy się rozmaitymi odmianami ludzkich kryzysów życiowych, trzeba uważnie sprawdzić, co konkretny terapeuta oferuje i dobrać go sobie „na miarę”. Tak samo jak w chorobach ciała: sprawdzam, co mnie boli i jaki specjalista się tym zajmuje. Jeśli ktoś nie potrafi tego ocenić, proponujemy spotkanie konsultacyjne, diagnostyczne. Jeśli nie mamy odpowiedniego specjalisty, staramy się pomóc znaleźć taką osobę, godną zaufania, znaną nam choćby pośrednio.
Na co dzień w swojej pracy spotykasz się z różnymi problemami. Gwałtowne zmiany w Polsce i na świecie przyczyniły się do szybszego tempa życia, na które nie wszyscy byli przygotowani. Słyszy się, ze coraz więcej osób cierpi z powodu depresji. Co o tym sadzisz? Czy rzeczywiście depresja przybrała formę epidemii na świecie?
Tym,co postrzegam jako epidemię w całym technologicznie zaawansowanym świecie jest narcyzm i jego skutki. A to jest temat na rozprawę naukową z pogranicza psychologii, filozofii i medycyny. Narcyzm jest źródłem ogromnych cierpień EGO i jego rozpadu. A jeśli chodzi o depresję: to bardzo ciężka choroba o wielu wymiarach i złożonym obrazie klinicznym. Jej objawy uszkadzają funkcjonowanie człowieka na planie fizjologicznym, psychicznym i społecznym. Dlatego w jej leczeniu ważna jest współpraca między psychiatrią z ofertą farmakoterapii, psychologią oferującą rozmaite formy pomocy i wsparcia a często także endokrynologią, medycyną alternatywną i wsparciem duchowym. I na tym wcale nie kończą się potrzeby chorego, bo depresja często przejawia się konkretnymi zaburzeniami zdrowia fizycznego.
Czy wobec tego współpracujesz z lekarzami różnych specjalności?
Oczywiście,z lekarzami, z osobami duchownymi a nawet z prawnikami, bo czasem zwykła informacja może mieć kluczowe znaczenie dla zaplątanego we własne problemy, cierpiącego człowieka. A także z fizjoterapeutą, bo ciało bywa dobrą ścieżką dostępu do poprawy kondycji pacjenta. Terapeuta nie ma prawa przetrzymywać klienta jako zakładnika swoich ograniczonych kompetencji. Są stany, w których psychologia ma za krótkie ręce i zbyt tępe narzędzia. Czasem podanie odpowiedniego leku jest zbawienne w skutkach także dla przebiegu terapii. Bardzo odpowiada mi koncepcja interdyscyplinarnej pomocy i taki zespół staram się stworzyć, co -jak się domyślasz – nie jest takie proste.
A to dlaczego?
Choćby dlatego, że mam naiwne oczekiwanie, że będziemy się między sobą lubić i wspierać mimo różnic w podejściach, poglądach i wartościach. W zespole ważne jest zaufanie, które wynika z podobieństwa postaw wobec klienta i jego potrzeb oraz wobec samego siebie.
A Ty jaką masz postawę wobec siebie? Życzliwą,z nutką humoru. Dużym zainteresowaniem cieszą się organizowane przez Ciebie weekendowe warsztaty dla kobiet „Budowanie poczucia własnej wartości”. Czy to oznacza, że wciąż dla wielu ludzi wiara w siebie stanowi problem?
Tak uważają, ale narzędzia do uzyskania poczucia wartości są proste a skutki spektakularne. W moim przekonaniu problemem jest więc brak bardzo podstawowych umiejętności psychologicznych, takiej „instrukcji obsługi siebie”. I tym się zajmuję na tych warsztatach. Ich mocną stroną jest urzekająca prostota oddziaływań na poziomie wręcz fizjologicznym, z pominięciem przeciążonej myśleniem głowy.
Pracujesz właściwie tylko z kobietami. Czy można oczekiwać, ze podobne warsztaty będą organizowane również dla mężczyzn?
Owszem,ale będzie je prowadził mężczyzna, Zbyszek Miłuński, który właśnie dołączył do naszego zespołu. Ja poprzestanę na tym, co robię najlepiej, czyli nadal będę zajmować się kobietami w kryzysie. Jakie są Twoje plany zawodowe na przyszłość? Robić to co robię, tylko jeszcze lepiej. Używać tego co działa, szukać, uczyć się od mistrzów.
Praca terapeuty jest niewątpliwie bardzo wyczerpująca. Jak „ładujesz akumulatory” po ciężkim dniu pracy? Co jest Twoim ulubionym zajęciem?
Och,na wiele sposobów mogę czerpać energię. Jednym z moich ulubionych zajęć jest „nicnierobienie”. Dlatego czasem gram w totolotka. Ale kiedy przychodzi wiosna, zdecydowanie zmieniam moje nawyki i po prostu chłonę: powietrze, wiatr, wodę, zieleń, kwiaty – wszystko, co jest za darmo i aż w nadmiarze dla wszystkich. Niedawno kupiłam malutkie gospodarstwo na Kurpiach, żeby mieć to wszystko pod ręką, kiedy tylko zechcę.
Czego życzyłabyś sobie w Nowym 2003 roku?
Tego,co dla mnie dobre, jak zwykle.
I tego właśnie Ci życzę dziękując za rozmowę.