Episny czasu kwarantanny (sen pierwszy)

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

Czy mieliście już jakieś  sny z elementami epidemii?

Ja do tej pory prześniłam już trzy. Bądź też dopiero trzy.

 Wiecie, gdy się nie ma wcale odporności na mniejsze czy większe patogeny, to ma się w trudnych chwilach dziwne sny. Można też mieć całkiem sprawny system immunologiczny, ale mniej odporną psychikę; wtedy też miewa się dziwne sny w trudnych chwilach. I gdy się dużo czyta i/lub pisze o zagrożeniu, też ma się dziwne sny.

Lecz jeśli ktoś spełnia wszystkie trzy powyższe kryteria, to jego sny są po prostu prze-dziwne. Wręcz osobny, prywatny Senflix się tworzy, a w nim filmy akcji, seriale grozy, co tylko chcecie.

Opowiem wam swoje.

 A wy mi opowiedzcie wasze.

Akcja mego pierwszego snu zaczyna się w kościele. Jestem tam w sporej grupie ludzi; niektórych znam, ale nie powiem wam kogo, inni są mi obcy. Sadowię się w ławce, kładę obok swój plecak, a to po to, żeby nikt za blisko nie siadał, bo nie lubię gdy mnie dotyka inne ciało, i nieważne epidemia czy nie epidemia, lubię, za przeproszeniem,

Czytaj dalej →

13.33

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

Z okazji zakończenia pierwszego etapu walki z najeźdźcą składam ludowi Borrelia herbu Burgdorferi najszczersze, z głębi mego jestestwa płynące życzenia nagłej i bolesnej śmierci.

Niech was trafi w sam środek krętkowizny serdeczny, pełen cierpienia szlag.

Czytaj dalej →

Zupa z myśli cz.5

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

#5 Błądząc w poszukiwaniu wzoru na nieśmiertelność uprzejmie proszę o pomoc

Przypomniałam sobie! Wprawdzie nie to, co usiłowałam wywołać z pamięci, ale zawsze coś.

Miałam przecież podrzucić wam kilka pytań. Od uzyskania wiarygodnych odpowiedzi zależeć będzie długość mego życia.

Na większość z nich, tych pytań, mój pracowity mózg znajdzie prędzej czy później odpowiedź, ale chodzi o to, żeby znaleźć ją prędzej. W tym sensie, że zanim umrę.

Bo gdy umrę, to odpowiedzi w kwestii długości życia będą mi doskonale zbędne.

A myślicie wy czasem o własnej swej śmierci? Bo ja tę logiczną niespójność, ten odpychający absurd obracam w umyśle odkąd pamiętam.

Czytaj dalej →

Zupa z myśli cz.4

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

#4 Wypadki mają miejsce nieprzypadkowo zachowując jednak warunek losowości

Albo nie. Najpierw opowiem wam, co mnie wczoraj spotkało, bo mnie klawiatura swędzi. Nie w tym rzecz, że to było jakieś wielkie wydarzenie, bo wielkie wydarzenie byłoby dopiero wtedy, gdyby nic się w danym dniu nie wydarzyło. U was też tak jest?

Różne rzeczy przytrafiają mi się, gdy jestem zajęta planowaniem kolejnych ruchów. Nie czynię tego (planowania) z własnej, wolnej woli, chociaż lubiłabym sądzić, że wszystko, co robię jest aktem wolnej mej decyzji. A zresztą może i jest. To zależy, czym ta wolna wola w ogóle jest, czyja ona i gdzie się mieści jej centrum zarządzania. Jeżeli mianowicie…

Czytaj dalej →

Zupa z myśli cz.3

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

#3 Płynna lub półpłynna potrawa mająca zazwyczaj postać wywaru powstającego podczas gotowania różnorodnych składników (Wikipedia)

Taki, jak bezwzględna konieczność jedzenia i picia pod groźbą powolnej, pełnej cierpień agonii. Jedz albo giń, tak to zostało zaprogramowane na samym Początku. Po co? Na co? Mam swoje podejrzenia, ale na tym etapie naszej znajomości wolę ich nie ujawniać.

We wczesnym dzieciństwie miałam na to sposób: plucie. Gdy tylko jakaś podejrzana ze względu na kolor, konsystencję, zapach i/lub smak substancja, podana przy użyciu butelki, łyżki, widelca albo ludzkich palców trafiała do mych ust, wypluwałam ją na podającego/na siebie/na stół. Większość podawanych mi pokarmów klasyfikowałam jako niejadalne, ponieważ smak słodki jawi mi się od zawsze doznaniem obrzydliwym.

Czytaj dalej →

Zupa z myśli cz. 2

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

#2  Krótka wizyta w sortowni

I już nie zdziwią czytelnika meandry poniższej ścieżki myślowej, skoro wie (czytelnik), że w mojej głowie zachodzą procesy trawienne oparte na dwójsortowaniu, zaś informacje, które nie dają się jednoznacznie posortować przed konsumpcją, pozostają nieprzyswojone, aczkolwiek zarejestrowane. W praktyce taka nieokreślona logicznie nipiesniwydra zalega w moim umyśle niczym skóra z wieprza na żołądku. Czasem nawet do mnie gada, dacie wiarę?

Czytaj dalej →

Zupa z myśli cz. 1

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

#1 W tym miejscu dmuchnę w stronę czytelnika wiązką informacji celem rozwiania wątpliwości i mglistych podejrzeń

I żebyście sobie nie pomyśleli, albo co gorsza nie rozpowszechniali gdzieś takich bzdur, że ze mną jest coś nie tak. Bo ze mną jest wszystko tak, chociaż nie tak samo jak ze wszystkimi.

Już się taka urodziłam, więc za późno, żeby coś z tym zrobić. Rzecz ma jakiś związek z neuroprzekaźnikami tudzież synapsami i w ogóle z całą tą… no wiecie, ne-u-ro-logią. Jak sądzę.

Gdy trafia we mnie jakaś informacja, wszystko jedno którym włazem próbuje się przedostać: ocznym, usznym czy skórnym (a najczęściej wszystkimi jednocześnie), to nie tylko nie jestem w stanie jej, tej informacji zignorować, ale muszę ją natychmiast umieścić w jednym z podręcznych (a tymczasowych) folderów PRAWDA lub FAŁSZ. Tymczasowe to one, te foldery, być muszą w świecie, gdzie prawda i fałsz tak żwawo zamieniają się miejscami. Rzecz jest o tyle trudna, że ja sama prawdy od fałszu nigdy odróżnić nie umiałam, ani wrogów od przyjaciół, ani życzliwości od drwiny, podobnie jak stron prawej od lewej. A  gdyby nie grawitacja, to pewnie bym nie odróżniła góry od dołu.  Z parą tył-przód jest łatwo, bo wiem, że oczy mam z przodu a z tyłu… to samo, co wy.

Czytaj dalej →

Powód, dla którego nie pojadę na wycieczkę do pewnego miasta nad Łyną

Czy zdarza ci się, szanowny czytelniku, wyświadczyć komuś przysługę?
Spontanicznie, bez głębszej analizy wszelkich możliwych za i przeciw.
Z samego poczucia, że dobre uczynki są dobre.

Jeśli twoja odpowiedź brzmi tak, to bądź czujny, znajdujesz się bowiem w niebezpieczeństwie.
Pozostań uważny i przygotowany na kłopoty.

Może jeszcze o tym nie wiesz, bo sądzisz, jakże logicznie, że czyniąc dobro zmieniasz świat na lepsze, ergo zasługujesz na uznanie.

Cóż, może wcale się nie mylisz, ale zważaj na wyjątki od reguły, bo to w nich jest diabeł ukryty. Zasada dobro jest dobre nie obowiązuje na przykład w pewnym mieście nad Łyną.

Bartoszyce, bo o nich mowa, proklamowały wolność od takiego moralnego prostactwa, gdzie dobre znaczy dobre a złe jest złe. Tym samym miasto wzniosło się na poziom logiki wielowymiarowej, czy też wielowarstwowej, stając się jedynym miejscem na naszej planecie, gdzie za okazanie współczucia i pomoc w trudnej sytuacji trafia się przed oblicze sądu w charakterze oskarżonego przez urząd w imieniu państwa.

Czytaj dalej →