Empatia – straszny dar

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

Zaginione psy, znalezione psy.

Zagubieni ludzie.

Martwe ptaki.

Piękne ptaki martwe leżą, ktoś je pozamiata; pozamiata i do worków.

Ach, gdyby tak mieć wszystko w dupie i końcem własnego nosa wyznaczać granice percepcji, majacząc przy tym o swej wyższości i wszechmocy.

Czytaj dalej →

Dekownicy

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

Epidemia w pewnym sensie przypomina wojnę, powiedział doświadczony, emerytowany medyk. Na froncie ryzyko ponoszą zmęczeni, przepracowani lekarze, pielęgniarki, salowe, ratownicy. Na tyłach dekownicy urządzają się wygodnie, wznosząc barykady zbudowane z usprawiedliwień, zarządzeń i drzwi zamkniętych na cztery spusty.

Czytaj dalej →

Wielki Piątek

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

W jednym z wielu wszechświatów naszego multiwersum (a jest ich taka mnogość, że nie da się ich liczby podać, bo miałaby ona więcej zer niż jest atomów w moim rodzimym wszechświecie) mają miejsce wstrząsające wydarzenia. A dzieje się to w drugim tygodniu kwietnia roku Pańskiego 2020, gdy księżyc świeci tak jasno, że ptaki śpiewają po nocach i wszystko dookoła pęcznieje, aby się wypełnić.

Pozwólcie, że przedstawię wam przebieg zdarzeń w skróconej perspektywie, tak, jak je widać od nas, którzy – w naszym własnym wszechświecie – kulimy się w izolacji, ścigani przez obce RNA, które chce nas zabić.

Czytaj dalej →

Qui phallus aquam turbat

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

Czyli COVID-19 w Przasnyszu

Zaraza zaraza zaraza! – zakrakał gawron po trzykroć na rogatkach i poleciał.

Oto przywędrował COVID-19 do miasta Przasnysz.

Bęc, tratatata, bumbumbum!

Pierwsze zakażenie!

(Lub – bądźmy rozsądni – pierwsze potwierdzone zakażenie.)

Podobno przyjechało autobusem: Pasażerów jadących 27 kwietnia o 12.15 z Warszawy do Przasnysza poszukuje się.

Na kogo wypadło?

Na kogo bęc?

Żądamy, żądamy, chcemy informacji; kto, gdzie, dawajcie zakażeńca, mamy prawo wiedzieć! – rozdarły się histerycznie przasnyskie gardła.

Czytaj dalej →

Upadek w punkcie Barana

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

Wczesnym rankiem Palmowej Niedzieli roku Pańskiego 2016 Echolalia Niegąska przyodziała się odświętnie. Nogawki czarnych portek (zaprasowane ściśle ze wskazówkami kościelnej mody w ostre kanty) wetknęła w cholewki lśniących trzewiczków, żeby się przypadkiem nie wkręciły w rowerowy łańcuch.

Mrucząc pod nosem, otrzepała wyjściową jesionkę z kłaków które są wszędzie i są wieczne, a istnieją tylko po to, żeby się wszystkiego czepiać. Zwłaszcza niedzielnych ubrań i akurat wtedy, gdy człowiek chce wyglądać elegancko, schludnie i dostojnie.

Stanąwszy przed lustrem, Echolalia zamotała pod szyją szaliczek przetykany srebrną nitką, zakupiony w promocji Tylko Dzisiaj! Jeden w Cenie Dwóch!

Czytaj dalej →

Czas niespokojnych myśli

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

Krótka wymiana zdań wśród pól i lasów:

W jaki celu ogłaszacie przez megafony w kółko to, co ludzie już wiedzą?
A pani myśli, że wszyscy dookoła mają internet?
Ale mówicie, żeby w razie czego dzwonić do Sanepidu, a nie podajecie numeru!
Przecież każdy może sobie znaleźć w internecie

Cóż, to może w pierwszej chwili brzmi humorystycznie, ale w swej istocie zabawne nie jest. Obszary wykluczenia technologicznego straszą białymi plamami na mapach zasięgu sieci komórkowych. Żeby mieć pewność, że się połączę i żeby mi się ważne połączenie nie zerwało w pół słowa, muszę wejść na pobliską górkę.

Na szczęście mobilny internet – zachęcony anteną – zazwyczaj działa. Czasem nawet bez zawieszania przepchnie jakiś film.

A przecież nieodległa to przeszłość, w której musiałam jechać do Janowa albo do Chorzel, żeby odebrać i wysłać e-mail.

Jest masa ludzi, którzy nie mają dostępu do Internetu. I mnóstwo takich, którzy nie mają urządzeń do komunikowania się przez sieć. Są tacy, których nie stać na ten luksus. Myślę o tym, czytając wytyczne na temat zdalnego nauczania. Myślę o tym, rozmawiając z bliskimi przez komunikator.

***

System, w którym żyjemy, poddany nagłemu wstrząsowi staje się na krótką chwilę zawiesiną chaosu, ale szybko zaczyna się dzielić na frakcje.

Czytaj dalej →

Episny czasu kwarantanny (sen drugi)

Bob May / CC BY-NC-SA 2.0

Wyprostuj się! – krzyczy mężczyzna w ciemnym (a może tylko brudnym) płaszczu. Nie brzmi sympatycznie. A i uroda jego pozostawia wiele do życzenia.

Nie wiem, jak mam to zrobić. Im bardziej chcę stanąć prosto, tym bardziej jestem pochylona; stoję niepewnie, widząc jedynie własne buty, okropnie ubłocone. Zanim zrobię obchód, muszę je jakoś wyczyścić.

Za chwilę zostanę zupełnie sama w tym wielkim, pełnym zakamarków i przybudówek domu. Mam pilnować, żeby w nocy do środka nie dostali się Obcy. Jestem kimś w rodzaju dozorczyni.

Czytaj dalej →