Kamieniste scieżki pana Parka
Gleba męskiego serca jest kamienista. Mężczyzna staje się tym, kim może… i ku temu zmierza
Stephen King
Jeśli pewnego dnia wybierzecie się na poranny spacer po Lesie Kabackim, pewnie go spotkacie. Drobny, bosonogi Pan Park każdego ranka przemierza ścieżki w poszukiwaniu wewnętrznego spokoju i zdrowia. I – jak powiada – każdego dnia, w ten właśnie sposób odnajduje pogodę ducha i spokój serca. Czasami towarzyszy mu filigranowa kobieta o wyglądzie dwunastolatki. To Pani Lim, jego żona. Pani Lim chodzi tylko w ciepłe dni. W słoty i chłody Pan Park wędruje samotnie. Zimą, kiedy śnieg zasypie leśne dróżki, korzysta ze ścieżki, którą zbudował w ogrodzie. To specjalna ścieżka do Bare Foot Walking. Do spaceru bosych stóp.
Na początku sąsiedzi popatrywali na dziwacznego Koreańczyka ze zdumieniem lub ironią. Teraz przywykli. Niektórzy podpytują, o co chodzi w tym bosym chodzeniu. Może kiedyś sami zaczną?
Jak będą mieli powód, to zaczną – śmieje się Pan Park. – albo znajdą własny sposób. Dobrym powodem może być sytuacja, kiedy całe poukładane i zaplanowane życie wali się w gruzy.
Wtedy możesz pogrążyć się w rozpaczy i wrogości, albo zauważyć tę wąską ścieżkę, która wyprowadzi cię w inny wymiar własnego istnienia. Bo rozpacz i wrogość niszczą duszę, a to jest czasem wszystko, co ci pozostało.
Pan Park zaprasza na przechadzkę Wędrujemy boso po lesie. Nie jest zbyt ciepło, ani zbyt czysto. Na dróżkach leżą pety, szkła, jakieś papiery. Cóż, w Korei są specjalne ścieżki do chodzenia boso. Pan Park marzy o zbudowaniu takiej w Kabatach.
Idąc opowiada mi swoja historię. Taką smutną i zarazem przerażającą, bo jeszcze nie dokończoną. Pan Park zostanie w Polsce dopóty, dopóki nie odzyska dobrego imienia oraz astronomicznej kwoty, za którą był odpowiedzialny. Tego wątku nie opiszę, to temat dla dziennikarzy śledczych. Niebezpieczny, skomplikowany.
Pan Park właśnie wydał w Korei swoją książkę.. O tym, jaką radość daje uczenie młodych demokracji zasad kapitalizmu. Napisał ją, zanim nastąpił kryzys. W książce są zdjęcia: z polskim prezydentem, z ministrami.
Jeszcze przed pięćdziesiątką osiągnął szczyty kariery i odpowiedzialności, instytucja finansowa, którą zarządzał, była u szczytu powodzenia. Z pracy czerpał radość i dumę. Miał poczucie misji, dawania z siebie tego, co najlepsze.
Takie życie jest trochę jak sen: rezydencje, przyjęcia, etykieta wysokich sfer, liczby, które przyprawiają o zawrót głowy. Ale jest to życie poukładane, przewidywalne. Do chwili, kiedy kładziesz się spać jako Prezes a wstajesz jako Nikt.
Gorzej niż nikt, bo dałeś się oszwabić prymitywnym spryciarzom, których uważałeś za przyjaciół. Nie masz już: stanowiska, pieniędzy, honoru, przyjaciół ani zaufania.
Tylko, że nadal masz dzieci na zagranicznych uczelniach, żonę, która zgodnie z tradycją nie może podjąć pracy, rezydencję na utrzymaniu i te wszystkie rzeczy, które teraz są już tylko gadżetami z przeszłości. Jest też potężny pracodawca w dalekim kraju, który powiada: byłeś naiwny, to płać.
Najtrudniej było oswoić się z myślą, że nie ma już nikogo, komu może zaufać. Niektórzy adwokaci podsuwali mu do podpisu dokumenty, sprytne, mądre, "uczone", – obliczone na jego nieznajomość polskiego. Firma detektywistyczna, którą próbował wynająć, stworzyła taki projekt umowy, który firmie dawał wszelkie prawa, a jemu obowiązek zapłacenia. Nawet nie wiadomo, za co.
Wtedy, po raz pierwszy w swoim przewidywalnym życiu, Pan Park przestał kontrolować sytuację. I świat mu się zwalił na głowę.
Siedział i myślał a myśląc bał się. I przyszedł dzień, kiedy nie miał siły wstać z fotela i stanąć do walki. Ani siły, ani wsparcia ani wiary, że odzyska choćby honor. A dla mężczyzny takiego jak Pan Park, honor jest bezcenny. Musiał działać, ale do działania potrzebna jest energia, a tej było coraz mniej.
Pewnego dnia zobaczył fragment filmu o człowieku, któremu lekarze kazali pożegnać się z życiem. Zostały ci trzy tygodnie, powiedzieli, więc załatw już swoje sprawy. A ten człowiek wobec śmierci nie miał już żadnych spraw, więc zostawił wszystko, zdjął buty i zaczął iść. Zatrzymywał się, żeby coś zjeść i wypocząć, po czym dalej szedł. Szedł tydzień, dwa, miesiąc, sześć i ciągle żył. Podeszwy stóp zgrubiały mu tak, że mógł iść po ostrych skałach i kolczastych zaroślach. Kiedy po wielu miesiącach ponownie go zbadano, jego śmiertelnie chory organ był całkowicie zregenerowany. To był koreański program o Bare Foot Walking, czyli terapii poprzez chodzenie boso.
Pan Park odczytał tę opowieść jako przesłanie dla siebie. Więc po prostu wstał, zdjął buty i zaczął iść. Na razie bez żadnej idei, ratując życie po prostu, szedł i oddychało mu się coraz lżej. Poszedł następnego dnia i znowu następnego. Zaczął trochę jaśniej widzieć, a z piersi zniknął przytłaczający ciężar. Jedzenie znowu odzyskało smak, więc Pani Lim odetchnęła z ulgą.
To, czego nie były w stanie zdziałać tabletki dokonało się w kontakcie z kamienistą ziemią.
Słucham tej opowieści i zdaję sobie sprawę, że przeszliśmy już wiele kilometrów. Pan Park pokazuje mi różne kroki: dla smutnych, dla nieśmiałych, dla zestresowanych. Idziemy, a ja mam wrażenie, że świat dookoła stał się wyraźniejszy, pełen kolorów, dźwięków i zapachów. W kontakcie z zimną ziemią moje stopy są ciepłe i zupełnie nie bolą.
Pan Park tłumaczy mi, jak poszczególne punkty na stopach wpływają na stan organizmu. Od dawna stosuje się w medycynie naturalnej specjalne lecznicze masaże stóp. Każdy organ ciała jest związany z konkretnym punkcikiem na stopie i jego stymulacja działa uzdrawiająco i energetyzuje ciało. Dlatego trzeba chodzić po różnych kamykach, po trawie, po ściółce leśnej i szyszkach. W ogrodzie Pana Parka jest specjalna ścieżka a w salonie pudełka wypełnione kamykami i orzechami. Orzechy muszą być laskowe, inne się nie nadają. Zadziwiające, stopy czują się na nich, jak na aksamicie.
Teraz Pan Park pisze książkę o Bare Foot Walking. Chce propagować także w Polsce ten rodzaj pomagania sobie, bo doświadcza jego skuteczności. Skutecznie, za darmo, w dowolnej ilości i nie boli.
Wizja specjalnych ścieżek do spacerów bosych stóp dla wszystkich dodaje mu energii, bo wizjonerem być nie przestał. Kiedy człowiek jest zdrowy, ma energię życiową, radość i spokój – sam rozwiąże wszystkie swoje problemy, mówi z głębokim przekonaniem.
Tak też jest dzisiaj w jego życiu: do rozwiązania problemów jeszcze daleko, przed nim trudne i skomplikowane procesy, walka ciężka i stresująca. Ale najważniejsze, że potrafi czerpać siłę z prostego i dostępnego źródła: z ziemi.
Pan Park jest przekonany, że "chodzących boso" jest więcej, chętnie nawiąże kontakt z nimi oraz z osobami pragnącymi poznać bliżej tę metodę. Można pisać do niego w języku angielskim na adres autorki reportażu: