Samotna z klasą

Samotna z klasą

Spotykamy je codziennie: w metrze, urzędzie, w wielkich firmach i małych sklepikach. Ciche bohaterki osobistych dramatów. Kim one są?Kobietami w kryzysie. Jak je rozpoznać?

Och, czasami jest to bardzo trudne. Potrafią głęboko skrywać swoje tajemnice. Wiąże je wstyd, lęk zamyka im usta. Czasem się skarżą, kiedy cierpienie staje się nie do wytrzymania. Ale zazwyczaj są dzielne, tak dobrze sobie radzą. Nawet wtedy, gdy trzeba ukrywać sińce pod coraz grubszą warstwą makijażu. Albo kiedy alkohol lub tabletka po latach wiernej służby okazuje się okrutnym zdrajcą. Kiedy jedzenie staje się udręką a zakupy przymusem. Gdy jest się kobietą zdradzaną. Ileż różnych możliwości….
Mówisz, że wszystko w porządku? Więc nie licz na to, że świat dostrzeże twoją udrękę. Kiedy naprawdę zechcesz pomocy, musisz po nią sięgnąć.
Czy ty w ogóle rozumiesz moje problemy? Na tej swojej posadce zarabiasz grosze, ale za to nie czujesz na plecach oddechu innych szczurów biegnących do kariery. Nagroda jest jedna, a biegnących wielu. Coraz młodsi, coraz sprawniejsi. Szczurzy wyścig, wilcze prawa, gadzi chłód moich znajomych – Ludzi Sukcesu. Boję się…
Łzy na nienagannie umalowanej twarzy to coś nowego. Makijaż jest wodoodporny, więc tak szybko nie spłynie, chociaż oczy na pewno będą czerwone. Ale nie o to chodzi! Do tej pory Nina nie pozwalała sobie na płacz, nie ona. Asertywna i zawsze gotowa do riposty nie znosi mazgajowatych kobiet. Coś jednak wytrąciło ją z obsesyjnej samokontroli. Płacząc, próbuje przypomnieć sobie, co to było. Nie może. Och, nino, jak musiało ci być ciężko przez te wszystkie lata.
Dziewczyna z prowincji, niezbyt głębokiej, ale wystarczy, żeby mieć kompleksy. Janka, Jaśka, Janeczka – wołali na nią w domu i na podwórku. Już wtedy wiedziała, że przyjdzie dzień, w którym sama wybierze sobie imię. Na pewno nie będzie takie prostackie. Nina wzdraga się na wszystko, co trąci prostactwem: grube kobiety, nieświeże koszule, chleb ze smalcem, brudne paznokcie i inne rzeczy "wymiotne".
Nina ma trzydzieści lat i jest przeraźliwie samotna. Żyje swoją pracą i tym, że jest lepsza niż niejeden facet. Co jakiś czas otrzymuje bonusy na potwierdzenie swojej wartości: wyjazd na Karaiby, wycieczkę do Paryża, emailowe gratulacje ze Szwajcarii. Nina pracuje dla wielkiego koncernu, jest ważnym dyrektorem, najlepszym w wewnętrznym rankingu międzynarodowej firmy. Ciężko na to pracowała i zdaje sobie sprawę, że musi ciągle udowadniać swoje dla firmy oddanie i absolutną lojalność. Ten "oddech innych na plecach" to nie urojenia – oni naprawdę tam są.
Ma wszystko, co chciała: nowe brzmienie starego imienia, komfortowe mieszkanie w dobrej dzielnicy, stanowisko, pieniądze i władzę. A w komfortowych czterech ścianach – pusto. Nie ma nikogo, komu można opowiedzieć o wyczerpującym dniu. Nikogo, kto czeka z herbatką i zapala śwaitło na schodach. I nikt nie przytuli, nie zapyta o zdrowie. Nie ma się z kim pokłócić. Nie ma kogo kochać.
Nina jest pracoholiczką i jest z tego dumna. Pracoholizm to nałóg, który przynosi wymierne korzyści i jest aprobowany. Szefowie kochają pracoholików i eksploatują ich dopóty, dopóki wypalony strzęp człowieka nie wyląduje na kardiologii lub oddziale nerwic. Ale takiego scenariusza nikt przecież dla siebie nie przewiduje. Inni – owszem, ale nie ja – pociesza się Nina. Tak, czasem dopada ją lęk, o zdrowie też, ale zazwyczaj nie ma czasu na takie rozmyślania.
W dobrym towarzystwie wręcz wypada być pracoholikiem. Z telefonem komórkowym, z grubym "organizerem" (gdyby go zgubić, to świat się wali) Nina jest zawsze dostępna dla swoich zagranicznych szefów. Zawsze gotowa gorliwie udzielić wszelkich odpowiedzi, kompetentna i profesjonalna w każdym calu.
Kilka miesięcy temu na pogrzebie ukochanej babci telefon Niny rozdzwonił się w samym środku mszy żałobnej. Przez jedną, okropną chwilę Nina walczyła ze sobą: – Wyłączyć? Odebrać?
Czuła na sobie zgorszone spojrzenia żałobników. Pośpiesznie wybiegła na zewnątrz odebrać telefon. Wtedy po raz pierwszy uświadomiła sobie własną zależność. Do tej pory uważała się za kobietę wolną, podejmującą własne decyzje. Ta krótka chwila w kościele była jak zapowiedź nadchodzącego poczucia klęski.
Nina bardzo kocha swoją matkę, ale panicznie się wstydzi przedstawić ją swoim znajomym. Bo matka nadal nazywa ją Janeczką i waży ponad sto kilo. Dlatego Nina ma wciąż poczucie winy: matka jest taka samotna i taka dumna ze swojej córeczki, ale jej nieustanna gadanina, wygląd i ciasne poglądy na życie doprowadzają Ninę do furii. Nie chcąc tego, rani tę poczciwą grubą kobietę, a potem samotnie płacze w poduszkę. Ostatnio matka nie przestaje mówić małżeństwie Niny i wnukach. Radzi, używa aluzji, wypytuje, swata. Tego Nina nie może znieść. Zwłaszcza tego! Skrzętnie skrywana tajemnica: brak jakiegokolwiek mężczyzny, nawet takiego "na weekend", nie może wyjść na jaw.
Koleżanki ze szkoły mają już po dwoje dzieci, a koledzy wyhodowali niezłe brzuszki i osiedli na laurach. Na zjeździe absolwentów ogólniaka Nina usłyszała całe mnóstwo komplementów od brzuchatych i żonatych kolegów. Niechętne spojrzenia koleżanek były jeszcze większym komplementem. Po godzinie miała już dosyć paplaniny, uścisków, dotyku spoconych policzków i pytań w rodzaju "ile masz dzieci?", "co robi twój mąż?". Wbrew samej sobie poczuła zazdrość i chęć, żeby chociaż przez chwilę doświadczyć rzeczywistości, w której wyciera się dzieciom nosy i zmienia pieluchy, w której jest czas na plotki i seriale w telewizji. Nina jest sama. Po pierwsze, jak twierdzi, nie ma szczęścia do mężczyzn – wszyscy sensowni faceci są już żonaci. Kilku z nich zresztą usiłowało Ninę oczarować, ale takie związki nie wchodzą w rachubę. Nina pragnie doskonałego partnera: ma być czarujący i czuły, elegancki, inteligentny, dobry i z własną forsą. Czyli Mężczyzna z Klasą. Powinien mieć własne pieniądze, w przeciwnym razie byłby z nią dla korzyści. Musi mieć mieszkanie, bo Nina nie zamierza nikogo u siebie meldować – tylu cwaniaków próbuje zdobyć mieszkanie w Warszawie. Całkiem niedawno znajoma z telewizji poznała jakiegoś supersamca z niedużego miasteczka. Zaprosiła do stolicy, zameldowała w swojej kawalerce, upoważniła do korzystania z konta. Pyszniła się jak perska księżniczka, koleżanki zieleniały z zawiści, a dzień po ślubie z wybitymi zębami i połową włosów na głowie uciekła do schroniska dla kobiet.
Lepiej uczyć się z cudzych doświadczeń – to motto Niny.
Ale z drugiej strony ciepłe kluchy, rozmamłany, nieogolony Romeo, troki od kalesonów – tego w żadnym wypadku Nina nie zaakceptuje. Mężczyzna, którego potrzebuje Nina, powinien ją wspierać w walce o pozycję zawodową. Dodawać jej sił. W żadnym wypadku rywalizować albo wywyższać się. Ma już dosyć kontaktów z samcami, dla których jedynym kryterium są damskie nogi i biust. Ale przy swoim mężczyźnie Nina chciałaby czuć się pożądana i piękna.
Nina jest inteligentna i sama rozumie sprzeczności w swoich oczekiwaniach. Przeczuwa, że to jakaś pułapka, ale nie znajduje z niej wyjścia. Wie też, że z każdym rokiem traci swoje biologiczne atuty; przeraża ją myśl, że może nigdy nie urodzi dziecka.
Coraz częściej Nina leży bezsennie o czwartej nad ranem i w myślach robi bilans swojego życia. Powinna czuć się szczęśliwa, powinna mieć poczucie spełnienia, powinna cieszyć się tym, co ma, powinna…

Zwierciadło/Marzec 2000